Ekstraklasa I Liga Puchar Polski Reprezentacja Polski Premier League Ligue 1 Primera Division 1. Bundesliga Serie A Champions League Europa League World Cup 2014 FIFA Club World Cup 2013 2013 Africa Cup of Nations 2013 FIFA Confederations Cup

Serwisy partnerskie:

"Hałaśliwi sąsiedzi" rozkręcili imprezę. W tym sezonie Manchester jest niebieski (VIDEO)

W sezonie 2013-14 mistrzem Anglii, po raz czwarty w historii, został Manchester City. Warto poznać nieco bliżej mniej utytułowanych sąsiadów United. Wokół klubu z niebieskiej części Manchesteru na dobre zrobiło się głośno w 2008 roku, kiedy poprzedni właściciel Thaksin Shinawatra sprzedał udziały grupie kapitałowej z Abu Dhabi. „Hałaśliwi sąsiedzi”, jak mówią o City kibice "Czerwonych Diabłów", wtedy na dobre rozkręcili głośniki i odpalili w mieście dużą, niebieską imprezę. Jej efektem są dwa mistrzostwa Anglii, Puchar Anglii i Puchar Ligi. KLIKNIJ I CZYTAJ DALEJ!

Historia

W sieci popularny jest obrazek z sezonu 2007-08, na którym widać kadr z ligowego meczu City z Middlesbrough (obecnie druga liga). „Obywatele” przegrali to spotkanie 1:8. Podpis brzmi „tak było przed arabską kasą”. „Arabska kasa” to odpowiedź na wszystko przeciwników City. A jest ich wielu. Nikt nie lubi, gdy jego sąsiad wygrywa w totka i zaczyna epatować swoją fortuną, trwoniąc pieniądze na prawo i lewo.

Szczególnie źle Anglia przyjęła pierwsze mistrzostwo niebieskich po 44 latach (a dopiero trzecie w historii). Po pierwsze dlatego, że zabawka w arabskich rękach była jeszcze nowinką, przez co bardziej irytowała. Była też prowadzona bardzo nierozważnie. Brali, kogo się dało, bez opamiętania i bez konkretnej koncepcji, czego dowodem zakup Robinho za ponad 32 miliony funtów. Po przyjściu z Realu, Brazylijczyk na konferencji prasowej powiedział, że cieszy się z transferu do... Chelsea. Na boisku okazał się takim samym niewypałem. Podobnych jemu było wielu, ale i tak w 2012 roku City zostało mistrzem po niesamowitej końcówce sezonu.

W ostatniej kolejce triumfowało nad Manchesterem United tylko dzięki lepszemu bilansowi bramek. Wtedy po raz pierwszy nowobogacki biznesmen wygryzł zasłużonego hrabię. Roberto Mancini – kontrowersyjny trener, który dał City mistrzostwo – nie zdołał jednak poprowadzić zespołu do sukcesu w europejskich pucharach. Zastąpił go doświadczony i szanowany Manuel Pellegrini.

 

Menedżer

Właściciel klubu szejk Mansour przedstawił mu cel: pięć trofeów w pięć najbliższych lat. Pellegrini miał budować stabilnie i rozsądnie, odejść od transferowej łapanki. Co nie oznaczało bynajmniej, że nie dostał fortuny do wydania. Dostał, ale wykorzystał ją bardzo rozsądnie. Wydał aż 116 mln euro, jednak jego zakupy były trafione w punkt. Jesus Navas, Alvaro Negredo, Fernandinho, Martin Demichelis – wszyscy byli ważnymi częściami mistrzowskiej ekipy. Pod koniec rozgrywek swoje możliwości pokazał też Stevan Jovetić, który wcześniej długo leczył kontuzję.

Pellegrini osiągnął więcej, niż od niego wymagano. W rok zdobył dwa trofea – mistrzostwo i Puchar Ligi. Został pierwszym menedżerem spoza Europy, który wygrał Premier League, ale jego największym osiągnięciem jest znalezienie złotego środka pomiędzy grą ładną i skuteczną. City pod wodzą „Inżyniera” gra ofensywnie i widowiskowo. W 38 ligowych meczach zdobyło 102 bramki, co jest wynikiem tylko o jedno trafienie gorszym od rekordu wszech czasów Chelsea. Ale jednocześnie nowy mistrz jest zabójczo efektywny. Rzadko się potyka, nie gubi punktów z przeciętnymi drużynami, pewnie stoi na nogach. W minionym sezonie był po prostu najrówniej i najlepiej grającą drużyną.

Piłkarze

Tytuły jednak kosztują. Z obecnej kadry tylko dwóch zawodników grało w City jeszcze przed epoką „arabskiej kasy”. To rezerwowy prawy obrońca – Micah Richards i kapitan Vincent Kompany. Wszyscy pozostali przyszli na Etihad Stadium skuszeni wielkimi zarobkami (City to klub sportowy przeznaczający na pensje graczy najwięcej na świecie), ale też szansą zdobywania trofeów. I nadal będą przychodzić, bo City nie spocznie, póki nie zdobędzie, przynajmniej raz, Ligi Mistrzów. W tych rozgrywkach na razie zawodzi. Pellegrini ma to zmienić.

Choćby w najbliższym oknie transferowym, z niebieskiej części Manchesteru odeszło 10 zawodników, a na ich miejsce przyszło 10 nowych, na pewno w klubie zostanie Yaya Toure. Wicekapitan to dziś najważniejszy piłkarz mistrzów Anglii. Dla wielu najlepszy środkowy pomocnik na świecie. Ma za sobą kapitalny sezon, w którym po raz kolejny udowodnił, że Barcelona popełniła wielki błąd pozwalając mu odejść. Jest silny, szybki, niezmordowany, świetny technicznie i waleczny. Można tak wymieniać jeszcze długo, ale jego grę po prostu trzeba zobaczyć.

Przyszłość

- Budujemy tu wielki klub. Nie dobry zespół, który zdobędzie jedno, czy dwa trofea. Tylko wielki klub, podkreślam. Po to tu przyszedłem, żeby z roku na rok być lepszym i mierzyć wyżej. Cieszymy się z mistrzostwa, ale chcemy więcej. Sukcesy z tego sezonu to już przeszłość. Teraz zaczynamy ciężką pracę, by przyszłość przyniosła nam więcej i więcej – mówił Kompany po wywalczeniu trofeum. W przypadku City te słowa nie są pustymi sloganami. Ten zespół naprawdę, z roku na rok gra lepiej. Nawet jeśli główną tego przyczyną jest „arabska kasa”.

Problemów z nią nie mają kibice City. To jedni z najbardziej zagorzałych i przywiązanych fanów na Wyspach. Według wyliczeń statystyków, kibicem z najdłuższym średnim stażem w całej Anglii, jest właśnie sympatyk City. Był on ze swoją drużyną w latach chudych, wytrzymał dziesiątki sezonów, w których klub walczył o utrzymanie, więc teraz ma prawo cieszyć się i hałasować pod oknami sąsiadów z czerwonej części Manchesteru. Choć należy podkreślić, że więcej ludzi w mieście jest za City. United ma wielu fanów w całej Anglii, w małych miejscowościach, zwłaszcza na północy, ale sam Manchester jest bardziej niebieski, niż czerwony.

Pewnie kibice „Obywateli” chcieliby tylko oglądać w składzie więcej Anglików. W całej kadrze jest ich pięciu, ale szanse na częstsze występy w pierwszym składzie ma zaledwie dwóch. Co więcej, ze 102 ligowych goli w tym sezonie, Anglik (James Milner) strzelił... jednego. Dziennikarze na Wyspach jeszcze tego samego dnia, w którym City wygrało ligę, wyliczyli, że gdyby liczyć tylko bramki zdobyte przez angielskich piłkarzy, mistrzem byłby Liverpool. A The Citizens? Zajęliby 18 miejsce i spadli z ligi.

Radek Przybysz